Albumy roku 2020

31 Gru

2020 to chyba najbardziej fatalny w moim życiu rok. Zgodnie z przysłowiem, że lekarstwo jest gorsze od choroby, większość rządów świata wbrew prawu bezsensownie uderzyło w światową ekonomię, bez wyraźniej poprawy zdrowia ludzi. Na polskim rynku skutkowało to najniższą sprzedażą od 1991 roku, kiedy to album De Mono Oh Yeah znalazł 15 tysięcy nabywców, co obok Top One dawało mu status najlepiej sprzedawanej płyty w Polsce. Dziś rynek płytowy broni się jeszcze dzięki e-commerce, choć minister Gliński niczym Jacek Sasin, zamiast przekazywać nasze skargi do Sądu Administracyjnego, postanowił właśnie zdemoralizować branżę rozdając nasze 80 milionów wykonawcom jak Bayer Full i organizatorom jak Alter Art za nicnierobienie, podczas gdy reszta branży broni się nagrywając płyty jak Kazik i sprzedając je w wielotysięcznych nakładach bez zagrania jakiejkolwiek trasy koncertowej. Dlatego 2020 rok był najsłabszy w polskiej muzyce od czasów upadku komuny i nie uratują go płyty zwycięzców konkursu Eurowizja Junior, czy poświęcone współczesnej Polsce albumy Evtisa, czy Kazika.

Na świecie – w końcu muszę to przyznać – polubiłem K-pop, a wobec braku koncertów za album roku uznałem debiut grupy BlackPink, z którą od zeszłorocznego występu na festiwalu Coachella nagrywali już m.in. Cardi B, Selena Gomez, czy Lady Gaga. Koreańczycy przekonali mnie zwłaszcza producencko, że wyprzedzają Amerykanów czy Szwedów 2 razy mocniej, więc doceniam Yukikę czekając na albumy TXT, Straykids czy Itzy podobnie jak na styczniowe rapowe albumy, które wydaje Basti czy Wuem TPN. Dlatego też czekałem z podsumowaniem aż do grudnia, gdy obok O.S.T.R. z Hadesem mieliśmy premiery albumów The Avalanches, Taylor Swift i Paula McCartneya. Bowiem w światowej muzyce rok 2020 był nadzwyczajnie udany i pierwotnie na miejsce w pięćdziesiątce wybrałem aż 100 płyt. Pamiętajmy jednak, że miejsca w piątej dziesiątce zwykle przyznaję płytom, o których było głośno, a mnie rozczarowały.

Wynika to z faktu, że w 2020 roku zachwyciło mnie bardzo wielu debiutantów, głównie z kręgów muzyki czarnej. Ale jeszcze bardziej byłem pod wrażeniem Lil’ Durka, Avanta, Disclosure, Alanis Morissette czy Brandy, których próżno szukać wśród najlepszych płyt roku na listach krytyków. A przecież to właśnie oni ratują zapomniane dziś gatunki jak rock – w przypadku Deftones, którzy trochę uznania krytyki jednak zdobyli. Generalnie samo poznawanie muzyki poprzez płyty studyjne wydaje mi się jednak sztuczne, gdyż prawdziwa autentyczność artysty zdaje egzamin dopiero wobec publiczności na żywo. To dlatego większe wrażenie robi na mnie Ewa Farna, niż przestraszeni Vampire Weekend, którzy na własnych występach mieli kłopot z trzymaniem gitar. A za koncertami tęsknię też dlatego, że to mój ulubiony i najbardziej wiarygodny sposób poznawania mało znanych debiutantów.

  1. Blackpink – The Album
  2. 21 Savage and Metro Boomin’ – Savage Mode II
  3. Lil’ Uzi Vert – LUV vs. The World 2
  4. Lil’ Durk – Just Cause Y’all Waited 2
  5. Disclosure – Energy
  6. Deftones – Ohms
  7. Lil’ Tecca – Virgo World
  8. PR08L3M – Art Brut 2
  9. Alanis Morissette – Such Pretty Forks In The Road
  10. Avant – Can We Fall In Love?
  11. Juice WRLD – Legends Never Die
  12. Lady Gaga – Chromatica
  13. Fiona Apple – Fetch The Bolt Cuttlers
  14. Run The Jewels – RTJ4
  15. Freddie Gibbs & Alchemist – Alfredo
  16. Kazik – Zaraza
  17. Alicia Keys – Alicia
  18. Lil’ Baby – My Turn
  19. Selena Gomez – Rare
  20. Public Enemy – What You Gonna Do When The Grid Goes Down
  21. Lil’ Keed – Trapped In Cleveland 3
  22. Evtis – Moja droga
  23. Haim – Women In Music Pt. III
  24. Brandy – B7
  25. T.I. – The Libra
  26. Nas – King’s Disease
  27. Jadakiss – Ignatius
  28. Megan The Stallion – Suga
  29. TPS – Self Made
  30. Ye Ali – Traphouse Jodeci 2
  31. Hades & O.S.T.R. – HAO2
  32. Jessie Ware – What’s Your Pleasure
  33. Rina Sawayama – Rina
  34. AC/DC – PWR UP
  35. Yukika – Soul Lady
  36. Benny The Butcher – Burden Of Proof
  37. Tame Impala – The Slow Rush
  38. Bonson – Królu złoty
  39. Taylor Swift – Folklore
  40. Monica – New Life
  41. Melody Gardot – Sunset In The Blue
  42. Buju Banton – Upside Down
  43. The Chicks – Gaslighter
  44. Victoria Monet – Jaguar
  45. Ozzy Osbourne – Ordinary Man
  46. Viki Gabor – Getaway To My Imagination
  47. Sanah – Królowa dram
  48. Dua Lipa – Future Nostalgia
  49. Ariana Grande – Positions
  50. Mata – 100 dni do matury

Płyty lat 60-tych

26 Wrz

We wrzesniu 2020 magazyn Rolling Stone ogłosił pierwszą od kilku lat listę 500 albumów wszechczasów, w której wygrał Marvin Gaye przed Pet Sounds The Beach Boys, który z kolei zwyciężył na liście najczęściej powtarzających się w mojej kolekcji płyt lat 60-tych XX-wieku. Z perspektywy fana lata 60-te traktuję wyłącznie ex-post, bo urodziłem się długo po tej dekadzie, a więc zebrane nagrania powstały rzecz jasna bez marketingu, który towarzyszy pierwszym wydaniom płyt. Dlatego na liście – w przeciwieństwie do kolejnych dekad – dominują płyty, które przetrwały próbę czasu, nieprzypadkowe. Zwycięzcę Pet Sounds posiadam w kilku nośnikach – od podniszczonego pierwszego holenderskiego wydania mono z 1966 roku, aż po format DVD audio, bo album ten świetnie oddaje stan rywalizacji między liderem tej kalifornijskiej grupy Brianem Wilsonem, a Beatlesami, którzy w mojej ’50’ umieścili aż 9 longplayów. I na pewno wzbogacił muzykę popularną o barokowe formy znane wcześniej jedynie z muzyki klasycznej, którymi inspirowali się wtedy nawet Bee Gees. Pod względem rynkowym The Beatles wczesniej rywalizowali z The Rolling Stones – aż menagerowie obu grup ustalili, że oba zespoły nie będą sobie wchodzić w drogę w datach premiery swoich płyt.

Dekada w skali światowej to apogeum popularyzacji bluesa, z którego wyrósł hard rock i psychedelia, ale także soul z Ottisem Reddingiem na czele. I ciągle aktywni giganci jazzu – oprócz Milesa Davisa, John Coltrane czy Charles Mingus.

Na rynku polskim lata 60-te to rozkwit sprzedaży winyli, z których największy bestseller Mazowsze śpiewa kolędy już w pierwszym 1964 roku po wydaniu w PRL przekroczył milion zamówień. Połowę tego nakładu sprzedawały Czerwone Gitary, z których w mojej kolekcji najczęściej powtarzają się piosenki z płyty trzeciej, jeszcze z Krzysztofem Klenczonem w składzie, wydanej w 1968 roku. A także obecny pod koniec listy Czesław Niemen, uhonorowany przez Polskie Nagrania pierwszą w historii polskiego przemysłu fonograficznego złotą płyta za sprzedaż 150 tysięcy egzemplarzy winyla Dziwny jest ten świat.

  1. The Beach Boys – Pet Sounds
  2. Mazowsze śpiewa kolędy
  3. The Beatles – Sgt Pepper’s Lonely Hearts Club Band
  4. The Velvet Underground & Nico
  5. Miles Davis – In A Silent Way
  6. Bob Dylan – Highway 61 Revisited
  7. The Doors – The Doors
  8. The Beatles – Abbey Road
  9. The Beatles – Help!
  10. Led Zeppelin – I
  11. The Beatles – Please Please Me
  12. Czerwone Gitary – 3
  13. Led Zeppelin – II
  14. John Mayall Bluesbreakers with Eric Clapton
  15. The Who – Tommy
  16. John Coltrane – A Love Supreme
  17. Miles Davis – Sketches Of Spain
  18. John Coltrane – Coltrane Jazz
  19. Miles Davis – Miles In The Sky
  20. Charles Mingus – Tijuana Moods
  21. Miles Davis – The Sorcerer
  22. Santana – Santana
  23. Otis Redding – Otis Blue
  24. The Rolling Stones – Between The Buttons
  25. King Crimson – In The Court Of Crimson King
  26. The Doors – Strange Days
  27. Jimi Hendrix Experience – Are You Experienced?
  28. BB King – Live At Regal
  29. The Beatles – A Hard Days Night
  30. The Rolling Stones – Their Satanic Majesties Request
  31. Bob Dylan – Blonde On Blonde
  32. John Coltrane – My Favorite Things
  33. The Rolling Stones – The Rolling Stones
  34. The Rolling Stones – Beggars Banquet
  35. Czesław Niemen – Czy mnie jeszcze pamiętasz
  36. The Beatles – The Beatles
  37. John Coltrane – Africa/Brass
  38. The Beatles – Revolver
  39. The Doors – Waiting For The Sun
  40. Deep Purple – Shades Of Deep Purple
  41. The Rolling Stones (2)
  42. The Beatles – With The Beatles
  43. The Velvet Underground – The Velvet Underground
  44. Deep Purple – The Book Of Talesin
  45. Cream – Disraeli Gears
  46. Bee Gees – 1st
  47. The Beatles – Rubber Soul
  48. Bee Gees – Horizontal
  49. The Who – My Generation
  50. The Beach Boys – Surfer Girl

Pod względem piosenek, które najczęściej powtarzają się u mnie na singlach rywalizacja między The Rolling Stones a The Beatles jest jeszcze bardziej wyraźna. Warto jednak zauważyć, że single z reguły nie są potem wznawiane, więc po pół wieku od wydania trudno mi było zgromadzić ich wiele. Niemniej jednak zwycięzca Sympathy For The Devil wygrywa także dlatego, że pokazuje że mimo prostej i pierwotnej muzyki, The Rolling Stones pisali też poważne utwory, inspirowane Mistrzem i Małgorzatą Bułhakowa z poczatku XX wieku. Na ich legendarnym koncercie w Sali Kongresowej z 1967 roku oczywiście nie byłem, ale juz podczas nastepnej wizyty Stonesów w 1998 roku byłem pod wrażeniem jak zespół potrafi odtworzyc skansen rodem z lat 60-tych, zwłaszcza gdy podczas tej piosenki Mick Jagger wyraźnie do mnie stojącego przed sceną pomachał. Ciekawe, że Stonesi nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, więc po piosence Living In A Ghost Town z ciekawością zaczekam na ich nowy album.

  1. The Rolling Stones – Sympathy For The Devil
  2. Elvis Presley – In The Ghetto
  3. Simon & Garfunel – The Boxer
  4. The Beatles – Strawberry Fields Forever
  5. Tom Jones – Delilah
  6. The Beatles – Penny Lane
  7. The Rolling Stones – Let’s Spend The Night Together
  8. The Rolling Stones – Ruby Tuesday
  9. Smokey Robinson – Track Of My Tears
  10. The Union Gap – Young Girl

Alanis Morissette – Such Pretty Forks In The Road

14 Sier

Alanis Morissette należy wbrew pozorom do wykonawców, którzy mogą się pochwalić różnorodnością stylistyczną – od new jack swingu na debiucie z 1991 roku, aż po rockowe ballady, które kontynuuje od czasów najlepiej sprzedawanej płyty lat 90-tych Jagged Little Pill. Dlatego w przedinternetowych czasach poświęciłem jej nawet książkę, dzięki której uchodzę w Polsce za specjalistę od Alanis Morissette, choć do takiej roli wcale nie aspiruję. Jednak kilka osób pytało mnie co sądzę o najnowszej płycie Such Pretty Forks In Road, dlatego postanowiłem ją zrecenzować, choć w dzisiejszych czasach recenzję traktuję merkantylnie i wolę wypowiadać się w podsumowaniach.

Pierwotnie album miał zostać wydany na początku maja, jednak covidowa histeria przesunęła jego premierę na koniec lipca 2020, podobnie jak całą trasę koncertową z jesiennym występem na Torwarze (który w Warszawie odbędzie się rok później, niż pierwotnie zakładano). Poprzedzał go zgrabny singiel Reasons I Drink, poświęcony uzależnieniu od alkoholizmu, jednak cały album zdominowany jest przez depresyjne ballady. Czasem majestatycznie piękne jak Missing The Miracle, chwytliwie melodyjne jak Ablaze, albo subtelne jak Pedestal. W ten sposób dzieło Alanis zyskuje przewagę nad ostatnim albumem Folklore Taylor Swift, przede wszystkim pięknem literackim, ale także melodiami, choć sukces obu piosenkarek zawsze zależał od właściwego doboru producentów. W przypadku Morissette był to Glenn Ballard, który umiał uchwycić i przekuć autentyczność Alanis na wielomilionowe nakłady sprzedanych płyt, choć brytyjscy krytycy zarzucali jej egocentryczny feminizm. Na tyle, że przygotowana już w XXI wieku przez samą Alanis płyta Under Rug Swept jeszcze sprzedała się dobrze, głównie dlatego że artystka po przerwie spowodowanej konfliktem z Warnerem miała z czego wybierać piosenki. Jednak kolejny album So Called Chaos pogrążyły słabość produkcji i egocentryzm tekstów, które opisując związek Morissette z Ryanem Reynoldsem stały się irytująco banalne.

Dopiero rozstanie stało się inspiracją dla wyprodukowanej przez Guya Sighwortha Flavors Of Entanglement – ostatniej jak dotąd udanej płyty, gdzie po raz ostatni usłyszeliśmy Alanis walczącą. Z kolei wydany w 2012 roku dla Sony album Havoc And Bright Lights przynosił z jednej strony dojrzałe, matczyne, rutynowe utwory jak Guardian, ale także piosenki, w których Alanis odważyłą się całkowicie odsłonić drugie dno, dzięki czemu cenne i ujmujące było zauważyć, że za gniewem płyt, które przyniosły jej sukces, stała kruchość i niepewność siebie.

Najnowszy album może i robi wrażenie spójnością i oszczędnością, jednak koniec końców staje się depresyjnie ciężki z takimi piosenkami jak Diagnosis, fatalną Reckoning czy Nemesis gdzie bardzo mnie irytuje zaczynanie tekstu od pierwszej osoby. Zwłaszcza, że na Such Pretty Forks In The Road nie ma już walczącej Alanis, a jest Alanis depresyjna, która nawet uśmiechy zawdzięcza lekom. Mimo, że album jest nadal szczery i zachwyca poetyckim pięknem piosenek Losing The Plot czy Sandbox Love, to mam poważne obawy o przyszłe płyty piosenkarki, która ostatnio wyznała, że przekwitanie to dla niej hormonalny „shitstorm” – bo jednak egocentryzm tekstów, powtarzalny przy zachowawczej produkcji może stać się koszmarem dla fanów. Wady tej uniknęła kiedyś Taylor Swift, poświęcając całe teksty życiu swoich przyjaciół, jednak gdy z tych poruszających historii zrezygnowała, nakłady jej płyt stały się odwrotnie proporcjonalne do jej zaangażowania w zboczenia seksualne ideologii LGBT i teraz rzadko przekraczają 3 miliony.

Podobny błąd 20 lat temu zrobiła Morissette, angażując się w feminizm i tracąc miliony fanów. Niech więc to będzie przestrogą, bo nawet z moich nielicznych rozmów z artystami wiem, że oni w większości nie są świadomi zasad ekonomii i danych empirycznych o tym, że jeden nieudany album lub ruch marketingowy może odstraszyć fanów nieodwracalnie, przez co nawet nagranymi później udanymi albumami nie da się odzyskać zaufania słuchaczy.

Ocena: 3/5

Płyty lat ’70-tych

4 Sier

Lata 70-te XX-wieku to dekada, w której już istnialem (od drugiej połowy) jednak bez świadomości muzycznej. Dlatego moje postrzeganie tej dekady pod względem zbierania płyt jest wyłącznie ex-post, niczym odtwarzanie przez ekonomistów indeksu S&P na giełdzie nowojorskiej. Oczywiście, gdybym żył w tamtych latach jak siostra, pewnie kojarzyłbym ją z glam rockiem, a potem wrocławskimi dyskotekami końca lat 70-tych z ABBĄ i Boney M na czele, którzy odwiedzili – odpowiednio: Studio 2 w Warszawie (1976) i festiwal w Sopocie (1979). Tyle, że jedynym wydanym w PRL singlem ABBY był nagrany na potrzeby UNICEFu Chiquitita z 1979 roku, który z racji bycia małym dzieciątkiem, trafił mi w ręce. Teraz mam go aż w trzech wydaniach, więc lista 10 najczęściej powtarzanych w moich zbiorach piosenek z singli lat 70-tych przedstawia się tak:

1. ABBA – Chiquitita
2. Joy Division – She’s Lost Control
3. ABBA – Lovelight
4. ABBA – Take A Chance On Me
5. Joy Division – Transmission
6. Kraftwerk – Autobahn
7. Elvis Presley – Rubbernecking
8. Gary Glitter – Rock And Roll Part 1 & 2
9. Can – I Want More
10.ABBA – Dancing Queen

Oczywiście pierwsze wydanie było polskie, z Tonpressu, a w PRL 3 lata wcześniej wcześniej ukazał się jeszcze jeden album Szwedów – ABBA, drugi w oficjalnej dyskografii. Jeśli jednak już po fakcie wybrać 50 albumów, które najczęściej powtarzają się w mojej płytotece z tamtej dekady, to zamiast glam rocka i disco, paradoksalnie dominować wśród nich będzie jazz rock i fusion, a ABBA pojawi się dopiero na dalszym planie obok punka i nowej fali. Na listach trafiają się śladowe ilości kraut rocka, soulu i r’n’b, choć bez Stevie Wondera, którego mam prawie całą albumową dyskografię. Pochwalę się za to, że wszystkie wymienione tu płyty posiadam w wersjach winylowych, w tym 3 polskie – a załapali się tu jedynie Laboratorium, Tomasz Stańko i Breakout, którego lider Tadeusz Nalepa był moim krewniakiem ze strony babci. Na ile jest to zestaw reprezentatywny dla lat 70-tych? Myślę, że tutaj chętnie poznałbym zdanie osoby, która świadomie w tamtej dekadzie żyła i patrzyła, jak zjawiska następują po sobie.

Miles Davis 117183806_2745240905755758_3280977774749399962_n

Zwycięski album ma wyraźną przewagę nad resztą, bo sam Miles Davis na własnych albumach koncertowych sięgał po Bitches Brew aż w połowie piosenek. Zresztą podobnie jak numer 2 mojej listy – Birds Of Fire grupy Mahavishnu Orchestra – okazał się on najwyżej notowanym albumem w dyskografii, gdyż oba tytuły łącząc jazz z rockiem weszły do drugiej dziesiątki listy sprzedaży albumów w Stanach, pozyskując raczej osieroconą publiczność zafascynowaną Jimi Hendrixem. Na koniec przypomnę, że jest to lista 50 płyt lat 70-tych, które najczęściej powtarzają się na innych egzemplarzach mojej kolekcji – nie mylić z najlepszymi albumami dekady. Stąd wysoko na liście jest kiepska ścieżka dźwiękowa filmu The Greatest Rock’N’Roll Swindle powstała w chwili rozpadu Sex Pistols z inicjatywy Malcolma McLarena, już bez udziału Johnny Rottena.

1. Miles Davis – Bitches Brew
2. Mahavishnu Orchestra – Birds Of Fire
3. Joy Division – Unknown Pleasures
4. Black Sabbath – Black Sabbath
5. Led Zeppelin – IV
6. The Cure – Three Imaginary Boys
7. The Clash – The Clash
8. ABBA – Voulez Vous
9. Sex Pistols – Never Mind The Bollocks: Here’s The Sex Pistols
10.The Doors – L.A. Woman
11.ABBA – Arrival
12.Led Zeppelin – III
13.Sex Pistols – The Greatest Rock’N’Roll Swindle
14.ABBA – The Album
15.ABBA – ABBA
16.The Beatles – Let It Be
17.Bob Marley & The Wailers – Exodus
18.Weather Report – Heavy Weather
19.Mahavishnu Orchestra – Apocalypse
20.Mahavishnu Orchestra – Between Nothingness
21.Led Zeppelin – Physical Graffiti
22.Bob Dylan – Blood On The Tracks
23.Pink Floyd – Dark Side Of The Moon
24.Pink Floyd – Wish You Were Here
25.The Who – Who’s Next
26.Led Zeppelin – Houses Of The Holy
27.John Lennon – Rock’N’Roll
28.Michael Jackson – Off The Wall
29.Weather Report – Black Market
30.Laboratorium – Quasimodo
31.The Ramones – The Ramones
32.Kraftwerk – The Man Machine
33.Joni Mitchel – Court And Spark
34.Emerson, Lake & Palmer – Pictures At An Exhibition
35.Bułat Okudżawa – Pieśni
36.Carole King – Tapestry
37.Herbie Hancock – Head Hunters
38.Tomasz Stańko – Music For K
39.Emerson, Lake & Palmer – Tarkus
40.Al Jarreau – Glow
41.Deep Purple – In Rock
42.Deep Purple – Machine Head
43.Black Sabbath – Paranoid
44.Blondie – Paralell Lines
45.David Bowie – Ziggy Stardust And The Spiders From Mars
46.Eric Clapton – 461 Ocean Boulevard
47.Breakout – Kamienie
48.Rod Stewart – Every Picture Tells A Story
49.Marvin Gaye – What’s Going On
50.Bruce Springsteen – Born To Run

Płyty lat ’00-ych

22 Lip

Dekada pierwszych lat XX-wieku jest dla mnie o tyle kuriozalna, że zamiast decyzji zakupowych – świadomych, bądź nie – moją płytotekę wzbogacały – chciane, lub niechciane – darmowe egzemplarze promocyjne. Otrzymywałem je z racji wydawania książek o muzyce, podobnie jak dziennikarze muzyczni (których stawka wynosiła 20 zł za 1 recenzje i nic dziwnego, że uczynili oni sobie z egzemplarzy promocyjnych stałe źródło dochodu, chodząc do tego na darmowe koncerty, grzejąc się w blasku gwiazd sceny i z płytoteką niesprzedawalnych egzemplarzy). Mnie to raczej ominęło, stąd zwycięzcy są tacy sami, jak w poprzedniej dekadzie, choć płyty promocyjne Alanis Morissette dostawałem już od Pauliny Sylwin z Warner Music Poland, Paktofonikę od Rahima (Magika poznałem jeszcze w czasach Kalibra 44), a nagrania koncertowe Ewy Farnej promowałem od 2008 roku przy wsparciu jej fan klubu na kanale Youtube. Dlatego próżno wypatrywać w czołówce moich list drogich winyli Madliba, czy Animal Collective a ważni artyści dekady jak Kanye West zostali odsunięci na plan dalszy. Nawet tak popularni raperzy jak Eminem i O.S.T.R., znaleźli się w drugiej pięćdziesiątce, mimo że mam ich całe dyskografie na winylu.
W efekcie ułozone na podstawie ilości posiadanych egzemplarzy listy singli i albumów zamiast oddawać mój gust nawet w formie podświadomej, prezentują pierwszą dekadę XXI wieku taką, jaka naprawdę była. Złotą dla muzyki urban i R’N’B – jej brzmienie ukształtowały nagrania Destiny’s Child podobnie jak w poprzednich dziesięcioleciach Mariah Carey, New Order, ABBA i The Beatles. A więc jeśli hip-hop, to już mocno skomercjalizowany, w tym aż 6 wykonawców z Polski. Dla rocka był to już łabędzi śpiew, bo ostatnim albumem, którego słuchałem z poczuciem zaskoczenia od początku do końca był wydany 11 wrzesnia 2001 Toxicity grupy System Of A Down. Bowiem nagrania Kasabian czy White Stripes, mimo wysokiej jakości, są mocno osadzone w tradycji, a Under Rug Swept – ostatni dobry album Alanis Morissette, raczej od rocka odchodzi. Niemniej jednak pod koniec dekady mieliśmy próby reaktywacji rocka wśród najmłodszej publiczności, stąd film Camp Rock z udziałem Jonas Brothers i Demi Lovato, czy dysponująca niesamowitym glosem Ewa Farna – poczatkowo odrzucona przez polski Universal mimo wygrania w wieku 12 lat Szansy na Sukces.

Dla koncernów fonograficznych największym problemem dekady stał się jednak powszechny dostęp do darmowej muzyki z Internetu, przez co rynek płytowy przypominał dziurawą wannę do której dolewano wody przy okazji premier płytowych. Efektem tych turbulencji był stały spadek sprzedaży, powstrzymany dopiero na początku lat nastych, gdy pod wpływem prześladowania internautów za naruszanie praw autorskich, a także rynku reklam, ukształtowała się rynkowa cena plików cyfrowych, dużo tańsza od nośników fizycznych. Co ciekawe, na początku XXI wieku cena miesięcznego Internetu w Polsce wynosiła 1/10 średniej pensji. Dlatego musiałem korzystać ze stałego łącza do spółki z sąsiadem, bo miałem w pamięci obraz kolegi, któremu ojciec zamaszystym ruchem odłączał kabel z sieci, gdy pod koniec lat 90-tych przesadził ze ściąganiem darmowym mp3 z prograów Napster czy Kazaa.

Podrożał za to wstęp na koncerty, który jeszcze w latach 90-tych był 2 razy tańszy od płyt, co widać choćby w odkopanym niedawno filmiku z reakcją Kurta Cobaina z Nirvany na podniesienie w 1992 roku przez Madonnę cen biletów na koncerty powyżej sumy 20 dolarów. Zaletą darmowego dostępu do muzyki w Internecie jest za to mozliwość unikania kupowania „kota w worku” i podniesienie jakości całych albómów, bo np. takiej Britney Spears przed piosenką Toxic nie byłem w stanie na płytach długogrających słuchać.

110094251_209904757015144_2192100783063649744_n
1. Alanis Morissette – Under Rug Swept
2. Paktofonika – Kinematografia
3. Ewa Farna – Ticho
4. KanYe West – Late Registration
5. The Strokes – Is This It?
6. Norah Jones – Feels Like Home
7. Morrissey – You Are The Quarry
8. Destiny’s Child – Survivor
9. Beyonce – B-Day
10.Rihanna – Good Girl Gone Bad
11.Public Enemy feat. Parish – Rebirth Of A Nation
12.Ewa Farna – Mels Me Vubec Rad
13.Jay-Z – Blueprint 2: The Gift & The Curse
14.Beyonce – I Am Sasha Fierce
15.Ewa Farna – Virtualni
16.Lady Gaga – Fame/Monster
17.Sean Paul – Duty Rock
18.Onar – Osobiście
19.All Saints – Saints & Sinners
20.Kasabian – West Ryder Pauper Lunatic Asylum
21.Girls Aloud – Sound Of The Underground
22.Girls Aloud – What Will The Neighbours Say?
23.Basement Jaxx – Rooty
24.Outkast – Speakerboxx/The Love Below
25.WWO – We Własnej Osobie
26.50 Cent – The Massacre
27.Kylie Minogue – X
28.Beyonce – Dangerously In Love
29.Embrace – Drawn From Memory
30.Peja – Na legalu
31.Borixon – Rap daje mi siłę
32.U2 – How To Dismantle An Atomic Bomb
33.The Corrs – In Blue
34.Outkast – Stankonia
35.Rihanna – A Girl Like Me
36.Britney Spears – In The Zone
37.Wu-Tang Clan – The W
38.P.Diddy & The Bad Boy Family – The Saga Continues…
40.Black Eyed Peas – The E.N.D.
41.Missy Elliott – So Addictive
42.Ja Rule – R.U.L.E.
43.Kylie Minogue – Fever
44.Camp Rock – OST
45.Calvin Harris – Ready For The Weekend
46.Kelly Rowland – Simply Deep
47.Young Jeezy – Let’s Get It: Thug Motivation 101
48.KanYe West – College Dropout
49.Eminem – Encore
50.Snoop Dogg – R&G: Rhythm & Gangsta

1. Mariah Carey feat. Fat Joe & Jadakiss – It’s Like That
2. Mariah Carey – Loverboy
3. Destiny’s Child – Emotion
4. Mariah Carey – We Belong Together
5. Alanis Morissette – Hands Clean
6. Jewel – Stand
7. Missy Elliott – Get UR Freak On
8. Missy Elliott – 4 My People (Basement Jaxx RMX)
9. Kylie Minogue – In Your Eyes
10.Alanis Morissette – 8 Easy Steps

Płyty lat 90-tych

17 Lip

Po dosyć nierównych latach 80-tych, lata 90-te XX wieku były pierwszą dekadą, w którą wchodziłem świadomie interesując się muzyką. Rok 1990 zapamiętałem więc jako zderzenie ultranowoczesnej wtedy muzyki house i rap tworzonej przez młodych ludzi bez przeszłości, z dinozaurami tradycyjnego rocka, jakim byli wtedy The Rolling Stones i AC/DC. Zderzenie to zakończyło się wtedy całkowitą porażka klasycznego rocka, ale też niewiele z muzyki house przetrwało do XXI wieku, gdy nowy rock przestał istnieć, a najlepiej, niczym pomniki, mają się właśnie stare dinozaury.

Była to cisza przed burzą, bo odświeżenie rockowego buntu przyniósł rok 1991 za sprawą Nirvany, także dlatego, że muzyka taneczna i rap nie mogły już w nieograniczony sposób korzystać z samplowania. Przełomem był tu wyrok amerykańskiego sądu, który skazał rapera Biz Markiego za naruszenie praw autorskich, oznajmiając mu: „nie powinieneś był kraść”.

Kres dominacji rocka przyniosło samobójstwo Kurta Cobaina, a fanów rocka alternatywnego po liderze Nirvany przejęła na kilka lat Alanis Morissette. Jej 30-milionowy nakład królującej w moim zestawieniu najlepiej sprzedającej się płyty dekady Jagged Little Pill okazał się jednak łabędzim śpiewem gatunku. Pod względem singli na mojej liscie zwycięstwo odniosła Mariah Carey, o której mogę powiedzieć, że reprezentuje brzmienie lat 90-tych, podobnie jak w poprzedniej dekadzie New Order. O ile rap nadal bazował na konstrukcjach producenckich rodem z lat 80-tych opartych na funku, to całkowitej odmianie uległa muzyka r’n’b, która odeszła od plastikowych produkcji na rzecz neosoulu i eksperymentom rytmicznym, dzięki czemu połamane rytmy nadały jej nową jakość. Brzmienie to nie tylko dało komercyjne powodzenie nowym grupom w stylu Destiny’s Child, ale także przełożyło się na sukces Spice Girls.
Ograniczenie samplowania sprawiło, że na Wyspach Brytyjskich zadomowiły się nowe odmiany muzyki klubowej i trip-hop, gdyż brit-pop jako nostalgia za Beatlesami okazał się zjawiskiem krótkotrwałym i mało twórczym.

W Polsce po 90% zapaści spowodowanej upadkiem komunizmu niedobory rynkowe uzupełniały pirackie kasety, gdyż siła nabywcza przeciętnego Polaka starczała jedynie na 10 płyt CD miesięcznie. Dlatego rynek fonograficzny ukształtował się dopiero w połowie dekady, po uchwaleniu ustawy o ochronie praw autorskich, a zagraniczne koncerny miały w nim paradoksalnie ledwie połowę udziału, gdyż reszta należala do branży disco polo, hip-hopu, lub weteranów w postaci Budki Suflera, czy Kultu, które nie chciały dzielić się sukcesem z majorsami i miały własne wytwórnie. W efekcie w mojej pięćdziesiątce jedyni wykonawcy reprezentujący polski rynek to Varius Manx, Trzyha, Molesta i Izrael, który płytę 1991 musiał nagrywać w Londynie.

Dodam jeszcze tradycyjną formułkę, że listy albumów i singli lat 90-tych powstały nie jako wynik mojej erudycji i intelektualnego silenia się na wybór najlepszych płyt dekady, ale jako ułożenie albumów i piosenek w kolejności najczęstszego powtarzania się na płytach w mojej kolekcji, gdyż wkład naszego gustu w rynek fonograficzny ma przełożenie w sposób głównie podświadomy.

109311624_278984400191003_9093220307305054012_n

1. Alanis Morissette – Jagged Little Pill
2. Alanis Morissette – Supposed Former Infatuation Junkie
3. Jeff Buckley – Grace
4. Spice Girls – Spice
5. Simply Red – Stars
6. Nirvana – Nevermind
7. Erykah Badu – Baduizm
8. New Order – Republic
9. Massive Attack – Protection
10.Nirvana – In Utero
11.Mariah Carey – Emotions
12.Cypress Hill – Cypress Hill
13.Wu-Tang Clan – Enter The Wu-Tang: 36 Chambers
14.N.W.A. – Niggaz 4 Life
15.Daft Punk – Homework
16.R.E.M. – Out Of Time
17.Beck – Odelay
18.Cypress Hill – III Temple Of Boom
19.Mariah Carey – Mariah Carey
20.All Saints – All Saints
21.The Corrs – Talk On Corners
22.Mariah Carey – Music Box
23.Blur – Blur
24.Green Day – Insomniac
25.Bjork – Post
26.Bjork – Debut
27.Trzyha/Warszafski Deszcz – Nastukafszy
28.R.E.M. – Automatic For The People
29.Radiohead – The Bends
30.R.E.M. – Monster
31.Jay-Z – Reasonable Doubt
32.Massive Attack – Mezzanine
33.Chemical Brothers – Exit Planet Dust
34.Air – Moon Safari
35.Genesis – We Can’t Dance
36.Molesta – Skandal
37.Varius Manx – Elf
38.Cypress Hill – Black Sunday
39.Mariah Carey – Daydream
40.Basement Jaxx – Remedy
41.Soul II Soul – Vol. II A New Decade
42.The Cardigans – First Band On The Moon
43.Destiny’s Child – Writings On The Wall
44.Massive Attack – Blue Lines
45.Nas – Illmatic
46.Soundgarden – Badmotorfinger
47.Kaliber 44 – Księga tajemnicza: Prolog
48.Pet Shop Boys – Behavior
49.Nine Inch Nails – Broken
50.Izrael – 1991

1. Mariah Carey feat. Jay-Z – Heartbreaker
2. Geri Halliwell – Lift Me Up (K Klass RMX)
3. Destiny’s Child – Bills, Bills, Bills
4. Spice Girls – Spice Up Your Life
5. Massive Attack – Unfinished Sympathy
6. Destiny’s Child – No No No No No (Wycleff Jean RMX)
7. Mariah Carey feat. Joe & Nas – Thank God I Found You
8. Alanis Morissette – Joining You
9. Alanis Morissette – Hand In My Pocket
10.Underworld – Born Slippy

Płyty lat 80-tych

16 Lip

Lata 80-te są dla mnie ważną dekadą, gdyż dopiero od niej w sposób ciągły pamiętam muzykę. Zaczęło się to dla mnie w 1984 roku, na którym dekada w głównym nurcie praktycznie mogłaby się już zakończyć, gdyż druga połowa lat 80-tych to najnudniejszy okres w muzyce, trwający do 1991 roku. Ale aby to stwierdzić, trzeba było w tamtej epoce żyć i doświadczyć wybierania między pudel-metalem, a New Kids On The Block, których słuchała moja koleżanka ze szkolnej ławki. Wyjściem z tej fałszywej alternatywy były dopiero lata 90-te, gdy Guns’N’ Roses miałem po prostu dosyć. Dzięki temu zwracaliśmy uwagę na artystów dalszego planu i zjawiska skrajne. Stąd dekada rapu, metalu, awangardy i muzyki house, które ukształotowały lata 90-te. Bowiem nigdy wczesniej ani później zjawiska z dalszego planu nie przeniknęły do głównego nurtu w takiej różnorodności.

A w legendarnie atrakcyjnym roku 1984 byłem dzieckiem, które nie rozróżniało przepaści między utworami polskimi i zagranicznymi myśląc, że nasi artyści z PRL równie wielki sukces co na Liście Przebojów Trójki osiągają także w USA i Wielkiej Brytanii. Nie kojarzyłem, że kontynuujący karierę solową Paul McCartney był liderem The Beatles. I z dzisiejszego punktu widzenia wiem, że odczuwalna wtedy atrakcyjność roku 1984 wzięła się z syntezy odległych wrażliwości producenckich. Z jednej strony – chłodnego i introwertycznego brzmienia wymyślonego przez Martina Hanneta dla nieznanych mi wtedy Joy Division i New Order, a z drugiej – czarnej muzyki Quincy Jonesa dla Michaela Jacksona. Oba warianty były więc kopiowane by osiągnąć kulminację właśnie w połowie dekady, przy czym nikt nie używał terminu „synth pop” a jedynie new romantic, w odniesieniu do zespołów w rodzaju Kajagoogoo czy Duran Duran, których kiepskiej jakości plakaty pojawiały się w weekendy w Dziennikach Ludowych.

Dzisiaj po latach postanowiłem podsumować tę dekadę pod względem rynkowym. Czyli wyłonić nie najlepsze płyty siląc się na erudycję i ich intelektualne studiowanie, ale patrząc na rynkowy wkład jaki im dałem poprzez posiadanie danego albumu w różnych wersjach, bądź także na innych nośnikach i składankach. Bowiem ważnym i lekceważonym przez krytyków składnikiem odbierania muzyki jest także podświadomość, która przekłada się na nasze wybory ekonomiczne. Dopiero wówczas możemy mówić o pełnym odbiorze płyt lat 80-tych moimi oczami. Wynika z niego, iż „dekada skrajności” znalazła odzwierciedlenie w bardzo wysokich miejscach zarówno The Birthday Party, Michaela Jacksona, jak i zmarłego 40 lat temu w Moskwie Włodzimierza Wysockiego. Pojawia się co prawda kilka grup rapowych, a honoru tradycyjnego gitarowego grania bronią R.E.M. i The Smiths. Z artystów polskich nie zmieściła się Siekiera, Brygada Kryzys i Lady Pank. Przebiły się jedynie zwiastujący boom polskiego rocka Perfect i Kombi, a także zwiastujący następna dekadę już bez cenzury Kult. Co ciekawe, brakuje takich tuzów jak U2, Depeche Mode czy Metallica, a obok New Order zespołowym zwycięzcą dekady został The Cure, umieszczając w pięćdziesiątce aż 6 albumów. Dominację New Order widać przede wszystkim na liście singli, które licząc jeszcze Joy Division, stanowią prawie połowę listy:

1. New Order feat. Arthur Baker – Confusion
2. Yazz & The Plastic Population – Stand Up For Your Love Rights
3. Run DMC – It’s Like That
4. Neneh Cherry – Buffalo Stance
5. Suzanne Vega – Tom’s Diner
6. New Order – Blue Monday
7. Band Aid – Do They Know It’s Christmas
8. The Stone Roses – Fools Gold
9. New Order -State Of The Nation
10.Janet Jackson – When I Think Of You
11.Belinda Carlisle – Circle In The Sand
12.Janet Jackson – Nasty
13.New Order – Bizarre Love Triangle
14.New Order – The Perfect Kiss
15.New Order – True Faith
16.Joy Division – Love Will Tear Us Apart
17.MC Miker G & DJ Sven – Holiday Rap
18.New Order – Temptation
19.Lisa Stansfield – All Around The World
20.New Order – Subculture

108968779_1720147394799218_1659698303881108700_n

1. Michael Jackson – Thriller
2. Władimir Wysocki – Piesni
3. Public Enemy – It Takes A Nation Of Millions To Hold Us Back
4. The Birthday Party – Junkyard
5. Joy Division – Closer
6. Nirvana – Bleach
7. The Cure – Disintegration
8. The Cure – Pornography
9. R.E.M. – Document
10.The Bangles – Everything
11.Miles Davis – You’re Under Arrest
12.Wham! – Make It Big
13.Perfect – UNU
14.The Cure – Head On The Door
15.N.W.A. – Straight Outta Compton
16.Soul II Soul – Club Classic vol. 1
17.Lionel Richie – Dancing On The Ceiling
18.De La Soul – 3 Feet High And Rising
19.New Order – Low-Life
20.The Cure – Seventeen Seconds
21.R.E.M. – Green
22.The Smiths – The Queen Is Dead
23.Run DMC – Raisin’ Hell
24.ABBA – Souper Trouper
25.The Cure – Faith
26.ABC – The Lexicon Of Love
27.ABBA – The Visitors
28.The Stone Roses – The Stone Roses
29.The Clash – Combat Rock
30.Belinda Carlisle – Heaven On Earth
31.New Order – Technique
32.The Cure – Kiss Me Kiss Me Kiss Me
33.Pet Shop Boys – Actually
34.Pet Shop Boys – Introspective
35.Prince – Purple Rain
36.New Order – Brotherhood
37.Beastie Boys – Licensed To Ill
38.Kombi – Nowy Rozdział
39.Madonna – Like A Prayer
40.Tina Turner – Foreign Affair
41.Guns’N’ Roses – Appetite For Destruction
42.Kult – Spokojnie
43.Public Enemy – Yo! Bum Rush The Show
44.Einsturzende Neubauten – Funf Auf Der Nach Oben Offenen Richterskala
45.The Pogues – Room, Sodomy & The Lash
46.The Jesus And Mary Chain – Psychocandy
47.Prince – Parade
48.New Order – Power, Corruption & Lies
49.Cocteau Twins – Treasure
50.Bruce Springsteen – The River

Aby dostać się do dwudziestki singli, artysta musiał mieć półtora singla z ta samą piosenką w mojej kolekcji, ale żeby wejść do pięćdziesiatki albumów, oprócz albumu w dwóch wersjach musiał być jeszcze na jakiejś płycie koncertowej, lub składance. Oba rynkowe zestawienia pokazują zatem paradoks lat 80-tych, że od muzyki genialnej do kiczu jest ledwie o krok, dlatego niektórzy do nurtu muzyki tanecznej, w jaki chciał iść Ian Curtis, zaliczają nawet Closer – najmroczniejszy album w dyskografii Joy Division.

Albumy dekady 2010-2019

17 Maj

97556327_270899700983739_7968820031087706112_n

Jak zapowiedziałem, kontynuuję podsumowanie poprzedniej dekady, tym razem albumami. Oczywiście wolę, aby o ich kolejności decydowała ekonomia – czyli jak często piosenki powtarzają się na innych nośnikach, prócz singli. Choć musiałem uwzględnić fakt, że z pierwszych lat dekady mam fizycznie prawie 100 tytułów, a z ostatniego roku 10 razy mniej. Tutaj do „wygładzania” świetnie sprawdził się „pierwiastek”, bazujący na pomyśle polskich naukowców na reguły głosowania w Unii Europejskiej. Bowiem wciąż jestem ostrożny w uleganiu marketingowi i kupowaniu reklamowanych płyt w pełnych cenach, które w wiekszości ulegają potem dewaluacji, w przeciwieństwie do winyli. Dlatego zamiast brania w ciemno, polecam ich sprawdzanie w formacie mp3.

W ten sposób powstała lista płyt, które cenię podświadomie (w tym moja „guilty pleasure” jak będąca dziś w ciąży Katy Perry, której album Teenage Dream zbyt wysoko oceniłem zdaniem czytelników) i pewnie mam już swoje lata, skoro obok błyskotliwych debiutantów jak Lorde czy Taco Hemingway jest na niej Leonard Cohen czy Zbigniew Wodecki. Myślę, że jednak odzwierciedla ona wszystkie najistotniejsze zjawiska, do których będziemy jeszcze wracać.

Dekadę lat „nastych” XXI wieku zdominował więc hip-hop, a zaskoczeniem jest odwrót muzyki R’N’B, nostalgiczne powroty stylu lat 80-tych i całkowita śmierć rocka, który odszedł chyba z rynku na dobre, gdyż mało znam nastolatków z gitarami, a jeśli już to zamiast zostania wirtuozem, wolą rocka swoich rodziców jedynie słuchać. Dlatego najwyżej cenioną przeze mnie rockową płytą został (niespodziewanie) 13 weteranów z Black Sabbath oraz Let England Shake PJ Harvey, która mimo świetnych 2 płyt była zbyt mało aktywna nagraniowo, bym zgromadził jej więcej nośników. Pozostali rockowi artyści z drugiej pięćdziesiatki jak Coldplay rozwodnili się w muzyce pop, a Radiohead zbyt głęboko szli w awangardę, bez przełożenia na jakość. Cieszy też wysoka forma polskich płyt, choć mam obawy, iż obecna młodzież trzeciej dekady zapomni jak ważnym elementem muzyki jest przekaz.

1. Kendrick Lamar – To Pimp A Butterfly
2. Taylor Swift – Red
3. KanYe West – My Beautiful Dark Twisted Fantasy
4. Disclosure – Settle
5. Hades – Nowe dobro to zło
6. Taylor Swift – 1989
7. A Tribe Called Quest – We Got It From Here Thank U For Your Service
8. O.S.T.R. – Tylko dla dorosłych
9. Lana Del Rey – Born To Die
10.Billie Eilish – When We All Fall Asleep
11.Firma – Nasza broń to nasza pasja
12.Travis Scott – Astroworld
13.Beyonce – Lemonade
14.Lorde – Melodrama
15.Ariana Grande – Sweetener
16.Lorde – Pure Heroine
17.Taco Hemingway – Trójkąt Warszawski
18.Kendrick Lamar – Good Kid M.A.A.D. City
19.Pih – Dowód rzeczowy nr 1
20.Kękę – Nowe rzeczy
21.Rihanna – Talk That Talk
22.Katy Perry – Teenage Dream
23.Bedoes & Kubi Producent – Kwiat polskiej młodzieży
24.Ed Sheeran – Divide
25.Daft Punk – Random Access Memories
26.Adele – 21
27.Sokół & Marysia Starosta – Czysta brudna prawda
28.David Bowie – The Next Day
29.Leonard Cohen – Old Ideas
30.Pharrell Williams – Girl
31.Rasmentalism – Za młodzi na Heroda
32.Grubson – Coś więcej, niż muzyka
33.Tede – Fuck Tede/Glam rap
34.Chada – Recydywista
35.Flying Lotus – Cosmogramma
36.Lana Del Rey – Norman Fucking Roswell
37.Jay-Z – 4:44
38.Basti – Z sensem
39.Zbigniew Wodecki, Mitch & Mitch – 1976: A Space Oddyssey
40.Taconafide – Soma 0,5 mg
41.Medium – Teoria równoległych wszechświatów
42.The Knife – Shaking The Habitual
43.Bjork – Utopia
44.Depeche Mode – Delta Machine
45.Lady Gaga – Joanne
46.Eminem – The Marshal Mathers LP 2

47.Slums Attack – Reedukacja
48.Taco Hemingway – Marmur
49.Olly Murs – In Case You Didn’t Know
50.Hurts – Exile

Single dekady 2010-2019

14 Maj

97992231_1165629453787508_5824579551547621376_n

Dekada lat „nastych” XX-wieku, jeszcze bardziej od poprzedniej, funkcjonowała już pod 100% wpływem Internetu i praktycznie uśmierciła format singla, który w sposób fizyczny odszedł pod koniec jej pierwszej połowy. W efekcie listy przebojów, polegające na sprzedaży piosenek, już nie potrzebowały fizycznej ich dystrybucji, stron A i B, czy remiksów. Bowiem w formacie cyfrowym utwory zdobywały słuchaczy błyskawicznie i jednocześnie, co sprawiło, że listy przebojów nawet odległych krajów zaczęły wyglądać prawie identycznie.

Dlatego moja lista singli dekady – ułożona według kryterium najczęstszego pojawiania się na innych nośnikach – jest wybitnie krótka, gdyż do roku 2014 udało mi się zgromadzić jedynie kilkanaście (!) singli. Poza dziesiątką znalazła się m.in. Rihanna z Davidem Guettą, Lykke Li, Adele i Depeche Mode, którzy jako jeden z nielicznych zespołów chyba będą swoje single wydawać dla najwierniejszych fanów.

Na czele znalazła się artystka, której najnowsza, szósta już płyta Chromatica ukaże się za 2 tygodnie – 29 maja 2020 – a jej premiera została przeniesiona z powodu paniki wokół Covid-19. Zwycięską piosenkę Born This Way Bono z U2 na swoje 60-te urodziny zaliczył właśnie do grona 60 utworów, które uratowały mu życie. A drugą –  Telephone nuciły w 2010 roku na boiskach szkolnych nawet dzieci z wczesnej podstawówki. Lady Gaga zgodnie z przewidywaniami utrzymała popularność z początku dekady, podobnie jak towarzysząca jej Beyonce. Innym zwycięzcą jest nieco oszukujący w swoich interesach Pharrell Williams, zarówno solo jak i z Daft Punk. Mamy też reprezentację polskiego hip-hopu, a także szwedzki zespół Icona Pop z towarzyszeniem Charli XCX, która właśnie wydała kolejny album How I’m Feeling Now.

1. Lady Gaga – Born This Way
2. Lady Gaga & Beyonce – Telephone
3. Kylie Minogue – All The Lovers
4. Pharrell Williams – Happy
5. B.O.B. & Hayley Williams – Airplanes
6. Tabasko – Wychowani w Polsce
7. Bruno Mars – Just The Way You Are
8. Daft Punk feat. Pharrell Williams – Get Lucky
9. JWP – Tworzymy historię
10.Icona Pop feat. Charli XCX – I Love It

Najlepsze płyty Boba Dylana

19 Kwi

Nacjonalizm w muzyce popularnej zwykle bywa starannie skrywany. Choć nawet bez używania metod statystycznych gołym okiem widać, że angielska prasa faworyzuje Brytyjczyków, pierwszym raperem, który zdobył uznanie murzyńskich artystów był dopiero Eminem, a w Stanach żydowscy krytycy najwyżej cenią swoich rodaków. Oczywiście ta konkurencja miewa wymiar karykaturalny, jak lansowanie grupy Vampire Weekend, którym Anglicy zarzucali, ze nie umieją trzymać gitar a na scenę wychodzą przestraszeni. Jednak wiele odkryć zostaje z nami na dłużej, jak Bob Dylan, który popularność rynkową osiągnął dopiero w połowie lat 70-tych, bo dekadę wcześniej nie miał szans rywalizować na listach singli z The Beatles i The Rolling Stones, mimo ich uznania, że rock and roll w dylanowskiej wersji zaczął mieć poważniejszy przekaz.
93597101_811578702669592_6353466291143049216_n
Ponad dekadę temu, podczas wizyty Michaela Giry, lidera The Swans we Wrocławiu, miałem z nim burzliwą dyskusję, gdy Gira zapytał się, czy w Polsce cenimy utwory Boba Dylana. Odpowiedziałem, że niekoniecznie, a on – śpiewający wówczas z grupą Angels Of Light jego piosenkę – się wręcz obraził, że niby się na muzyce nie znamy. Problem w tym, że w słowiańskim kręgu kulturowym świat bardów zdominowali Bułat Okudżawa, czy Władimir Wysocki, a powaga ich piosenek, często wyrastająca z tragedii II wojny światowej, pozostawiała w cieniu twórczość Boba Dylana, który w poszukiwaniu inspiracji przesiadywał w bibliotekach, czytając archiwalną amerykańską prasę z lat 50-tych XIX wieku. Z drugiej strony nieliczne koncerty Wysockiego w Stanach Zjednoczonych, który szukał wspólnego języka z Amerykanami opowiadając po angielsku o realiach II wojny światowej, były dla prostej publiczności zza Atlantyku niezrozumiałe. Bo jak też porównać oburzenie fanów na przemianę folkowego Dylana w elektrycznego, z cenzurowaniem Jacka Kaczmarskiego na festiwalach PRL? Polecam tu zapis rozmowy Kaczmarskiego z Urszulą Sipińską w siedzibie monachijskiego Radia Wolna Europa.

W efekcie to narastające cywilizacyjne niezrozumienie eksplodowało podczas przyznania Dylanowi literackiej Nagrody Nobla, którą sam artysta czuł się jednak zażenowany, niczym Jethro Tull w 1989 roku po zabraniu sprzed nosa Metallice nagrody Grammy w kategorii heavy metal. Rozumiem, że Dylan śpiewa równie „pięknie” jak Wysocki gra na gitarze i dotychczasowe nagrody za muzykę mogły budzić w branży konsternacje, zwłaszcza gdy najbardziej znane covery jego piosenek zwykle biją na głowę oryginały. Stąd Akademia chciała uhonorować go za najważniejszy aspekt twórczości – teksty piosenek, a jednocześnie poszerzyć katalog tradycyjnych noblowskich nagród o przemysł muzyczny. Tyle, że wiersze Dylana nawet z punktu widzenia literatury to za mało na tak prestiżową dotychczas nagrodę i dziwię się, że jury przeoczyło znacznie bardziej ciekawe literacko Moje kroniki, które portretują życie Boba Dylana w różnych epokach rocka znacznie ciekawiej, a nawet sygnalizują istotne dylematy moralne. Bo z mojego punktu widzenia Europy Wschodniej, pociągająca w tekstach Dylana jest nie tyle powaga i przekaz, ale świadectwo przemiany i wieczne niezdecydowanie, które pod koniec lat 70-tych doprowadziło go nawet do przyjęcia chrzescijaństwa, a potem powrotu do żydowskich korzeni. Dlatego w mojej płytotece dominuje głównie jego dyskografia z lat 70-tych, plus najistotniejsze płyty z lat 60-tych XX wieku:

1. Highway 61 Revisited
2. Blood On The Tracks
3. Bring It All Back Home
4. Blonde On Blonde
5. Desire
6. Pat Garret & Billy The Kid
7. Slow Train Coming
8. Planet Waves
9. Street Legal
10.Shot Of Love

W sumie patrząc na kryterium powielania nagrań na innych wydaniach, najbardziej cenię Highway 61 Revisited (1965), a z drugiej strony Blood On The Tracks (1974), które warte jest wysłuchania zarówno w akustycznej, pierwotnej, rozesłanej początkowo do amerykańskich mediów wersji, jak i tej ostatecznej. Co ciekawe, sam Dylan daje fanom głęboki wgląd w zaplecze własnej twórczości, publikując The Bootleg Series, z których część miałem na CD (np. Royal Albert Hall 1966) zanim oficjalnie się ukazały, bo np. winyl More Blood More Tracks mogłem kupić dopiero rok temu. Daje mi to więc możliwość wyboru i podsumowania późnych dokonań artysty płytą Tell Tale Signs (1989-2006) zwłaszcza, że Dylan na żywo zwykle trzyma się swojego klasycznego repertuaru, a ja najbardziej lubię jego nagrania koncertowe z The Band, gdy towarzyszył mu Robbie Robertson.