O zawodnej pamieci artystów

11 Lip

Mój wczorajszy wpis o tym czy teledysk „Choć na kawę Warszawo” jest rzeczywiście pierwszym klipem w  karierze Ireny Santor wywołał odzew wytwórni MyMusic, której szefowie ostatecznie przyznali, że poprzedni teledysk Już nie ma dzikich plaż (1996) jednak istniał: „Oczywiście ten sklep różnych obrazków można nazwac teledyskiem.Jednak Irena Santor osobiscie wytłumaczyła że jej twarz jest wzięta z festiwalowego występu i bez jej wiedzy ,scenarisza,reżyserii .A pierwszy teledysk w którym sama wiedziała że będzie był reżyser,przygotowania itd. jest do utworu „Chodz na kawę Warszao” sam byłem zdziwionym ale uważam że Pani Irenka nie kłamała bo niby po co?„.

Z drugiej strony odezał się Paweł Kukiz, który ujawnił kulisy teledysku z 1996 roku: Ja osobiście z nią nie nagrywałem. Moją partnerką była młoda dziewczyna. Ale Irena też w klipie była. Moze jednak zostały wykorzystane jakies zdjęcia archiwalne? Z jakiegos koncertu? Nie wiem

Tak więc pamęć nawet samych zainteresoiwanych artystów bywa zawodna. Tyle, że nie wiedzą o tym fani i na forach portali społecznościowych czasem spotykałem się z upokarzającymi opiniami, że skoro artysta nagrywał swój album, to „wie lepiej jak było, nie?„. Spotkało mnie to choćby w przypadku Zeusa, który w grudniu 2012 zarzucił mi „nierzetelność”, zaprzeczając, że jego płyty i koncerty sprzedawały się słabo, i że za mastering i mix jego „Albumu Zeusa” odpowiada Marek Dulewicz. Pawd była jednak zupełnie inna, bo każdy kto posiada CD wie, że Dulewicz został wymieniony na okładce, Zeus do grudnia 2012 nie miał na koncie żadnej złotej płyty, a na jego koncerty – co sam sprawdziłem – przychodziły wówczas jedynie garstki najbardziej zagorzałych fanów tego hipsterskiego rapera, który z powodu własnego ego popoadł nawet w konflikt z O.S.T.R.

Podobnie miałem pisząc drugie wydanie książki Historia kultury hip-hop w Polsce, kiedy to Tymon – raper i dziennikarz znany z magazynu Klanu dosyć nonszalancko potraktował fakty o swoich współpracownikach na scenie dolnośląskiej, oraz Tede, który podawał fakty o beefie z Eldo dość swobodnie. Na tyle, że gdy w 2002 roku spotkałem sie z Eldoką w tureckiej restauracjobok wydziału filozofii, ten trueschoolowy raper musiał mi sporo prostować. 

Wniosek stąd jest taki, że nawet poleganie na artystach trzeba jednak weryfikować.  A z drugiej strony mają oni na ogół tak wielkie ego, że prostowanie prawdy sprawia, że sie obrażają – ale to ich strata, bo na przykład w nauce weryfikowanie faktów jest wręcz wskazane, a zamiast obrażania się o prawdę mamy bardzo ciekawe i twórcze dyskusje. I tego życzyłbym polskiej banży muzycznej, bo zamiast śmiać się z uczestników branży o napompowanym ego wolałbym, aby byli oni bardziej wyluzowani, twórczy, zdystansowani do siebie i po prostu normalni.

Jedna odpowiedź do “O zawodnej pamieci artystów”

  1. xyz 7 września, 2014 @ 9:16 pm #

    Andrzej może opiszesz tą historie beefu tedego z eldoko bo chętnie bym o tym poczytał;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: