Grzegorz Brzozowicz – Resortowe dziecko rock’n’rolla

31 Sier

51635d659b.jpgGrzegorza Brzozowicza pamiętam z Magazynu Muzycznego i Non Stopu, gdzie w czasach Pierestrojki pozwalano mu pisać krytycznie o głównym nurcie polskiego rocka, a jednocześnie odkrywać nowe zjawiska jak Gdańska Scena Alternatywna. Ale w pełni świadomie jako nastolatek zacząłem go kojarzyć dopiero w latach 90-tych z radiowej Trójki, gdzie ośmielił się puszczać Fuck The Police grupy N.W.A.. Choć był już po trzydziestce, jako jeden z pierwszych dziennikarzy zaczął przywiązywać dużą wagę do rankingów i recenzji płyt według krytyków.

Hirek Wrona powiedział mi o nim: „Grzegorz na muzykę patrzy chłodnym okiem i ja tak do końca nie wiem co w nim siedzi. Prawdopodobnie Velvet Underground zawsze był jego ulubionym zespołem, ale ja nigdy nie kumałem punkowej jazdy”. Osobiście z Grzegorzem spotkaliśmy się pierwszy raz dopiero po poznańskim koncercie Elvisa Costello w 2008 roku, gdzie ubolewaliśmy, że choć Elvis zagrał najważniejsze swoje utwory, to jednak pozostaje w Polsce artystą nieznanym.

Resortowe dziecko rock and rolla to zapis przemian w muzyce ostatniego półwiecza, ale z perspektywy życiorysu Grzegorza, który dobrze znałem. Jednak w książce – w przeciwieństwie do oficjalnych wystąpień w mediach – mógł sobie pozwolić na wiele anegdot ocierających się o skandal. Stąd ironiczny tytuł i okładka nawiązująca do klasycznych już Resortowych dzieci. Od książki nie sposób się oderwać i w nocy zasnąć, gdyż zsyłka Grzegorza do Jugosławii w 1970 roku wprowadza od razu fascynującą i oryginalną perspektywę postrzegania światowego rocka zza żelaznej kurtyny. I po raz kolejny przekonuje mnie, że rock był jednak buntem pokoleniowym, obyczajowym a nie systemowym. Brzozowicz podaje dużo interesujących faktów, jednak zachowuje ostrożność w krytykowaniu innych, ponieważ świat rocka PRL jako buntu nie był czarno-biały. Stad też jego poparcie dla Pawła Kukiza, w którym Grzegorz najbardziej ceni uczciwość i autentyczność.

Podobną postacią mógłby być z jego perspektywy także Kazik Staszewski, któremu Grzegorz wymyślił nazwę zespołu Kult, jednak od czasu koncertu Madness z połowy lat 80-tych obaj panowie niepotrzebnie sobie dogryzali, co skomplikowało np. promocję projektu Yugoton. Podobne komplikacje opisuje Grzegorz także we współpracy Kayah z Goranem Bregovićem, którego Grzegorz w Polsce wylansował podobnie jak i innych artystów jugosłowiańskiego rocka. Zastrzeżenia mam jedynie do końcówki książki, gdzie mimo bardzo ciekawego odkrywania wkładu polskich grafików projektujących okładki światowych gwiazd, mamy nudny wywiad z Philipem Glassem, opis wyzutych z buntu letnich festiwali i przekonanie o końcu rocka, podczas gdy jego znaczenie dla młodzieży 20 lat temu przejął nieco ignorowany przez Grzegorza hip-hop.

Ocena: 4/5

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: